Masz ten polot w sobie, że pomysły pojawiają się w twojej głowie jak grzyby po deszczu? Z zapałem, radością i pełną spontanicznością podchodzisz do procesu twórczego, w końcu to jest to, co cię napędza i powoduje, że czujesz motyle w brzuchu. Spontaniczność to zdecydowanie domena ludzi kreatywnych, bo mieści w sobie autentyczny żywioł i eksplozję emocji, które pchają cię do działania. Akcja – reakcja, a jak reakcja to najczęściej wybuchowa.
I to, co w procesie twórczym sprawdza się doskonale może być nie lada przeszkodą, kiedy zapragniesz zrobić z tego biznes.
Zabrzmiało poważnie, albo nawet groźnie? Możesz nam wierzyć lub nie, ale twoją kreatywność i talenty da się przekalkulować. Po co? Aby móc ją dobrze wycenić i być może dobrze sprzedać, oczywiście na twoich warunkach.
Gdzie jest najgorsza pułapka, na którą łapie się większość ludzi rozpoczynających przygodę z biznesem? To wcale nie konkurencja, która jak świat światem zawsze psuła rynek jak mówią słabi jego gracze.
Największą pułapką są twoje przekonania.
Mamy jako ludzkość taką cechę, która umniejsza wszystko to, co przychodzi nam ze spontaniczną łatwością i radością. Bo przecież skoro już samo robienie czegoś mnie cieszy, bo jest dla mnie łatwe i przyjemne, to jak mogę oczekiwać za to pieniędzy? Co innego naprawdę ciężka praca jak księgowość, krawiectwo czy…. Tu wstaw dowolne zajęcie, które napawa się przerażeniem i które w twoich koszmarach sennych pojawia się jako ósmy krąg piekieł. Nie zgodziłbyś się wykonywać go za żadne pieniądze? Wszystkiemu, co wydaje się trudne i niedostępne nadajemy wyższą wartość, a temu co przychodzi nam z łatwością zdecydowanie niższą.
Przekonania o niskiej wartości twoich usług czy produktów wprost powodują zaniżanie twoich wycen. Co nagminnie słyszymy zwłaszcza od kobiet, które, poza tym, że są wulkanami kreatywności, to jeszcze ogarniają korpo- etaty, dom, dzieci i zwierzyniec?
Inni robią to pewnie lepiej, tyle tego wystawiają na sprzedaż, a ja nie umiem jeszcze wszystkich ściegów haftu richelieu, no i nie mam takiego portfolia jak pokazywana w telewizji śniadaniowej Pani Grażynka ze Zgierza. Naprawdę?
Czy wiesz, czego oczekują twoi potencjalni odbiorcy? Oczekują DZIEŁA, czyli tego, co ma znamiona indywidualności, unikatowości i autentyczności. A nie powtarzalnej doskonałości rodem z chińskich fabryk. Ale musisz też pamiętać o tym, że zawsze kupują też Twoją historię i Twój talent. I teraz właśnie dochodzimy do sakramentalnego pytania ILE to jest warte.
Najprostsza odpowiedź, którą pewnie już gdzieś słyszałeś brzmi: tyle, ile ktoś jest w stanie za to zapłacić.
Jest wiele sposobów na wycenianie własnej pracy, w każdej z nich trzeba znaleźć jakiś punkt odniesienia.
Punktem odniesienia mogą być:
Pamiętasz film „Nietykalni” i oszałamiającą karierę artystyczną Drissa? Driss był imigrantem z kryminalną przeszłością, który chce uzyskać prawo do zasiłku, więc musi przedłożyć urzędowi odmowy zatrudnienia w rekrutacjach, na które zostaje wysłany. Plan jednak się rozjeżdża, bo Driss dostaje pracę opiekuna sparaliżowanego milionera, Philippe, który wprowadza go w świat kultury i sztuki. Driss postanawia zostać artystą malarzem, a Philippe pomaga mu sprzedać jego pierwsze dzieło. Wystarczyło, że zaanonsował twórcę i jego obraz jako absolutne objawienie warte wiele tysięcy euro, żeby pojawił się pierwszy klient. A potem już poszło…
O czym jeszcze warto pamiętać? Najczęściej przy wycenianiu swojej pracy zapominamy o tym, ile musieliśmy poświęcić czasu na to, aby nauczyć się tego wszystkiego, co nam jest potrzebne, aby ją wykonywać. Kursy, ćwiczenia, zakup szkoleń, materiałów i mnóstwa innych rzeczy, które jak by nie patrzeć składają się na wartość tego, co oferujemy. To trochę tak jak udajemy się do kancelarii prawnej po poradę – nie płacimy tylko za czas wizyty, ale za tysiące godzin prawnika spędzonych nad kodeksami i ustawami, za stres na egzaminach, za talent do spamiętania setek przepisów.
Nie negocjuj sam ze sobą!
Pamiętaj, możesz negocjować z klientami, ale nigdy z samym sobą. Na początek wyobraź sobie kwotę, jaka uszczęśliwiłaby cię tak, że byłbyś gotów oddać w obce ręce dzieło, w które włożyłeś swój talent i duszę i….. z czystym sumieniem dodaj do tej kwoty jeszcze 20%. Dlaczego?
Najgorsze co możesz zrobić, to przygotować wycenę, a potem sam siebie zbojkotować i obciąć cały swój zysk wysyłając klientowi zredukowaną ofertę, zanim on w ogóle zobaczy twoją cenę wyjściową.
I na koniec jeszcze ostatnie przesłanie: nie bój się rozmawiać wprost o pieniądzach. Nawet tych w Twoich przekonaniach bardzo dużych.